Patrząc na nasze naczelne feministki i kobiety wyzwolone, tymbardziej z podziwem rozmyślam o tych kobietach, które na przekór czasom i szykanom pozostały w domu. Które nie opuściły swoich mężów, nie oddały dzieci niańkom ani instytucjom, tylko powoli, konsekwentnie wypełniają swoje najważniejsze powołanie. I nie muszą szukać poklasku na zewnątrz. Nie potrzebują robić czegoś ogromnie „ważnego”. Nie chcą nikim rządzić ani się równouprawniać. Pozwalają kochać się mężom. Cieszy je bycie kobietą. Prawdziwą KOBIETĄ. Gospodynią „domu na skale”.MariaHelena :-(
I tak sobie myślę, że ja naprawdę lubię zmywać gary. Bo mąż mnie kocha.
onsdag 9. november 2011
Fronda nie zawodzi, nigdy, nigdy
Etykiety:
:(,
curiouser and curiouser,
religion
Copyright 2009 The interior voice(s) inside of me. Powered by
Blogger.
Blogger Templates created by Deluxe Templates
Designed by grrliz
Blogger Templates created by Deluxe Templates
Designed by grrliz

3 komentarze:
Jak wczoraj ktoś zacytował ten fragment:
"No właśnie, jak się dziś dowiedziałam, że marszałkiem sejmu została Ewa Kopacz, to w malignie wszystkie gary w domu pozmywałam, nawet te czyste. Bo to jako kobieta najlepiej robię: gary zmywam, sprzątam, gotuję, piorę, a w przyszłości dziećmi własnymi opiekować się będę. Mam oczywiście, jak każda przedstawicielka płci pięknej parę innych zdolności i talentów, i chętnie z nich korzystam, ale żeby od razu marszałkiem być?! Żeby sejmowi przewodzić?! Chłopami zarządzać?! O nie, co to, to nie! Mężczyzna to z natury najlepszy dowódca i jemu należy dowództwo oddać! A kobiety, jak się dobrze czują w sejmie, to bardzo dobrze, niech tam będą, łagodzą męskie obyczaje, wnoszą swoje postulaty, ale niech się, Boże broń, nie pchają do kierownictwa"
To pomyślałem, że to fragment jakiegoś skeczu kabaretu Szum. A potem, że ktoś trolluje Frondę, bo to przecież niemożliwe żeby to było na serio.
Ale po przeglądnięciu wcześniejszych wpisów MariiHeleny wydaje mi się, że to jednak na serio.
I zrobiłem tak :-O
Poglądy MariiHeleny są albo bardzo unikalne, albo po prostu nie potrafi ona przenieść tego co myśli na papier (a właściwie ekran). Podobnie jak Sznajper, po przeczytaniu całego "artykułu" zrobiłam tak :-O I niech to będzie cały komentarz.
Niestety, te poglądy nie są unikalne :-(. Nie na co dzień, ale czasem obracam się w takowym środowisku. Szkoda, wielka szkoda, bo niektóre kobiety z ogromnym potencjałem kierowniczym nie mają najmniejszej możliwości w jakikolwiek sposób go zrealizować. Nawet w domu, gdzie teoretycznie "rządzą", ostatnie słowo ma należeć do męża. Głowa i szyja rodziny - mąż i żona, żartują te kobiety. A bywa, że w nocy płaczą z niespełnienia. Jakże ja bym chciała, żeby każda kobieta na świecie miała WYBÓR, a po dokonaniu tego wyboru - nikt nie oceniał go jako wypełnienia "powołania prawdziwej kobiety". Cieszę się, że MariaHelena kocha męża. Ale cieszmy się też, że istnieją kobiety, które przedkładają osobisty rozwój zawodowy nad męża, choć i najlepszego. A zazdrość, nienawiść i - co najgorsze - wstrętne pobłażanie i pogardę dla kobiet dokonujących jakiegokolwiek WOLNEGO wyboru odrzućmy...
:-)
Legg inn en kommentar
Dankjewel!